STOWARZYSZENIE LOTNICTWA
EKSPERYMENTALNEGO

EAA 991

  • Linki

    • aph.org.pl

      Aeroklub Podhalański im. Leopolda Kwiatkowskiego Nowy Sącz

    • dlapilota.pl

      Portal lotniczy - najnowsze informacje dotyczące lotnictwa na świecie oraz w Polsce.

    • Samoloty Samoloty w Lotnictwie Polskim
    • Eagle Portal lotniczy nie tylko dla orłów
    • Eagle FlyingTV.pl - filmy lotnicze - telewizja lotnicza promująca lotnictwo i sporty lotnicze.
  • Stowarzyszeni w RWD

Odwaga, rozwaga i drugi człowiek - Słowo o Ryszardzie

Odwaga, rozwaga i drugi człowiek - Słowo o Ryszardzie

W letni poranek startujemy na RWD z Ryszardem do dalekiego przelotu. Zawrót i pożegnalny przelot nad łososińskim lotniskiem ze zwyczajowym pokiwaniem skrzydłami. Ryszard czyni to w skłonach dość głębokich. Wchodzimy na kurs i nagle coś ciurkiem leje się z góry na mnie.

Nad naszymi głowami w centropłacie jest zbiornik paliwa -
Ryszard! Benzyna się leje! - alarmuję i zamiast jakiejś szybkiej reakcji słyszę spokojne
- Może woda? Spróbuj!
Podstawiam dłoń i ... ulga. Woda!
- Skąd?
- Wczoraj przez lotnisko przeszło oberwanie chmury. RWD stał poza hangarem. Musiała jakoś się   dostać do płata.

Lecimy. Coraz cieńszy strumyczek moczy moje jasne portki w nieciekawym miejscu i problemem jest już tylko, czy wyschną do czasu, gdy po wylądowaniu trzeba się będzie obcym ludziom pokazać.

Zdarzenie drugie. Kilkanaście lat temu. Spotykam Jerzego Zonia, pochodzącego z Limanowej dyrektora krakowskiego Teatru KTO sławnego z niesamowitych inscenizacji plenerowych. Wrócili właśnie z festiwalu na Dominikanie, gdzie prezentowali Zoniowy „Apokryf”, ale Jurek opowiada przede wszystkim o podróży przez ocean.
- Inferno!!! Burza, rzucanie, rzyganie, lądujemy w Chicago zamiast w Nowym Jorku. Obłęd, dodatkowe przesiadki z naszymi ciężkimi rekwizytami. Masakra!!!

Po dwóch dniach rozmawiam z Ryszardem
– Ale miałem w zeszłym tygodniu lot do Stanów! Od połowy Atlantyku koszmar; huragan, śnieżyca, Nowy Jork i wszystko w pobliżu totalnie zamknięte, przyjmuje dopiero Chicago. I jeszcze – śmieje się – przychodzi stewardessa i mówi - Kapitanie, jakby mało tego wszystkiego, leci z nami jakiś p ... y teatrzyk z trzema trumnami!

Przy sposobności jakiegoś spektaklu „KTO” doprowadziłem do spotkania dwóch głównych osób skeczu p.t. „Limanowa, Boeing 767 i trzy trumny”. Śmiechom i żartom nie było końca.

„Wszystko dobre, co się dobrze kończy”. I w teatrze - bo to także tytuł sztuki Szekspira - i w powietrzu.

Lot z Chicago do Warszawy. Zanim się dotrze do oceanu, spory kawałek nad lądem. Na trasie przewidziane zaburzenia atmosferyczne, turbulencje, dla samolotu normalka, niekoniecznie dla niezdyscyplinowanych pasażerów, którzy nie wykonali polecenia „Zapiąć pasy!”. Jest więc paru obtłuczonych i jeszcze więcej przestraszonych. Boeing już minął niespokojny rejon i kontynuuje rejs na wschód, gdy nagle, jak w powieści Ernesta Ganna, zaczyna się coś niesamowitego. Jakiś potworny ciąg powietrza zmienia ciężkiego linera w małego kota, mimo pochylenia dziobu w dół i redukcji mocy, samolot gwałtownie zwiększa wysokość, a przyrządy pokazują rzeczy niesłychane. Wreszcie, po długich jak wieki minutach i maszyna, i przyrządy niechętnie wracają do normalności. I już wszystko dobrze.

- Ale przed nami ocean. Dlatego dla pewności decyduję o lądowaniu w Toronto - opowiada Ryszard - Kontrola Boeinga na ziemi nic nie wykazuje. Solidna konstrukcja. Ale nasz limit godzin się wyczerpał, a w Toronto nie ma załogi na zamianę. Trzeba przenocować. I pasażerowie, i wszelkie dziennikarstwo przekonani, że przerwę w podróży spowodowały owe zwyczajne turbulencje. Sprostowanie uznaliśmy za niecelowe.

Za to po kilku dniach Ryszard został na Okęciu poproszony do dyrekcji. Tam cały sztab specjalistów.

- Po analizie danych z rejestratorów stwierdziliśmy, że prowadzony przez pana samolot tylko tysięczne dzieliły od osiągnięcia prędkości dźwięku. Przeanalizowaliśmy też wszystkie pańskie działania i niedziałania podczas zdarzenia i doszliśmy do wniosku, że wszystkie były najwłaściwsze. Gratulujemy profesjonalizmu!

Było to kilka miesięcy przed terminem przejścia Ryszarda na emeryturę.

I gdyby to było zakończenie amerykańskiego filmu o lotnictwie komunikacyjnym, nastąpiłaby puenta informująca, że kapitan pilot instruktor pozostał w trybie nadzwyczajnym w pracy, bo jego wiedza i doświadczenie okazały się szczególnie cenne w procesie doskonalenia pilotów.

Ale życie to nie Disneyland. Przejście na emeryturę – dla pilota szczególnie przykre - dla Ryśka nie było tragedią. Aeroklub Podhalański, SLE, własny ultralight wystarczająco absorbowały. Jak i liczne grono sympatycznych ludzi, których zawsze umiał sobie zjednać. W różny sposób. Na przykład ...

W połowie stycznia tego roku zabrał po kolei w powietrze dwie młode panie. Dla obydwu był to „pierwszy krok w chmurach”. Jedna z nich tak mi o nim opowiedziała:

Niesamowity człowiek! Jak unieśliśmy się w powietrze, dostałam ze strachu normalnego dygotu.

Zauważył i mówi: Słuchaj Lila, my nie wystartowaliśmy po to, żeby się zabić, tylko żeby popatrzyć jaki świat jest ładny z góry.

- I ja w momencie tak zaufałam jego spokojowi, że już bez stressu zajęłam się fotografowaniem ośnieżonych gór.

Bo lata się rzeczywiście nie po to żeby się zabić.

Parę lat temu lecieliśmy w podły czas RWD-5 do Bydgoszczy. Na Mazowszu pogoda była już całkiem niemożliwa, radio i GPS zawodziły i do nawigacji służyła nam ... samochodowa mapa Polski. Mogliśmy oczywiście wylądować w Płocku czy Włocławku, ale po odszukaniu Wisły polecieliśmy wzdłuż rzeki. Nie dlatego, by skorzystać z „Wisłodromy”, co dla lotnika jest obciachem; Ryszard wybrał tę drogę, bo na środku Wisły nie stawia się gęstych w Polsce wież radiowych i wiatraków. A widoczność chwilami malała do 300, 200 metrów.

Czy 10 000 metrów nad oceanem, czy 100 metrów nad Wisłą – umiał wybrać to, co optymalnie.

Odwaga, rozwaga i ... ciepły stosunek do drugiego człowieka. Cały Ryszard.

Był pierwszym kolegą w moim życiu i takim, który był nim zawsze – niezależnie czy mieszkał w Kielcach, Warszawie czy Limanowej. Mógłbym wspomnienia o nim przedstawić w sporych rozmiarów księdze. Tu ograniczyłem się do kilku epizodów ściśle lotniczych.

Kilku z bardzo wielu.

Zbigniew Sułkowski

Galeria

Z babcią i dziadkiem. Limanowa 1946 Na obozie harcerskim w Świętokrzyskiem - lata 60-teNa lotnisku w Masłowie - lata 60-tePrzy szybowcu Mucha 100Dolary!!! Załoga Iła-62 w Nowym Jorku.Jako instruktor szybowcowy szkoli w Łososinie Dln. ... Jurka Kołodzieja Przed lotem z premierem do Nowego Jorku„Sweetfoto”Po locie załoga odreagowuje ...Za sterami An-2W Czechach przy szybowcu „Lunak” z 1948 rZ o. Dominikiem w Ostrowie Wlkp.„Dutkówka” pozdrawia pociąg retro. Ryszard w białym odzieniu.Air Show. Dwóch górali i ceper.
22 września 2015 r.

Copyright © by Stowarzyszenie Lotnictwa Eksperymentalnego EAA 991

Naszą stronę czytano 399516 razy